|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|
Wpisy z tagiem: Jean de La Fontaine
niedziela, 22 maja 2011
Dziś kolejna bajka Jeana de la Fontaine "Kotka przemieniona w kobietę" (La Chatte métamorphosée en femme). Dawno temu żył sobie jeden dziwak, który ponad wszystko na świecie kochał swoją kotkę. Nie mógł bez niej żyć – jadł z nią z jednego talerza, spal z nią w jednym łóżku, aż w końcu zdecydował się z nią ożenić. Zaczął błagać Los, żeby kotka przemieniła się w człowieka. I stał się cud. Cóż za szczęście! Objęciom, pocałunkom i pieszczotom nie ma końca. Piękna dziewczyna, w którą przeistoczyła się kotka, odwzajemnia uczucia i przyjmuje oświadczyny. W końcu jej narzeczony jest przystojny, młody i bogaty - nie sposób porównać go z żadnym, nawet rasowym kotem. Młodzi śpieszą się do ołtarza. Oto huczne wesele się kończy i następuje upragniona noc poślubna. Rozpalony namiętnością i pożądaniem mąż zaczyna rozbierać swoją zonę, aż naglę… Pierwotnych instynktów nie da się zmienić.
Źródło obrazka Inne bajki Jeana de La Fontaine na tym blogu:
wtorek, 15 lutego 2011
Obraz namalowany w oparciu o zabawną nieprzyzwoitą bajkę Jeana de La Fontaine "Klacz kuma Pietro", którą ten z kolei napisał zainspirowany czytaniem Dekamerona. Sięgniemy wiec do źródeł. Giovanni Boccaccio Don Gianni, ulegajcie prośbom kuma Pietro, czyni czary, by przemienić jego żonę w konia.Gdy zaczyna się mowa o przyprawieniu ogona, Piętro oznajmia, ze nie chce, aby klacz miała ogon i tym odezwaniem się niszczy całe rozpoczęte dzieło. Przed niewielu laty żył w Barletta pewien ksiądz, imieniem Don Gianni di Barolo, który mając nader ubogą parafię, dla zdobycia potrzebnych do życia środków zajmował się rozwożeniem towarów na wozie, zaprzężonym w jedną klacz, jaką posiadał, oraz kupnem i sprzedażą różnych przedmiotów na jarmarkach i targach w całej Apulii. W czasie tych wędrówek zaprzyjaźnił się ściśle z pewnym człekiem, nazwiskiem Pietro da Tresanti, który znów podobnie utrzymywał się przy pomocy jedynego swego osła. Ksiądz polubił bardzo tego Pietra, którego, wedle apulijskiego obyczaju, kumem Pietrem nazywał. Ilekroć go w Barletcie obaczył, zapraszał go natychmiast na plebanię do siebie, karmił go, nocleg mu u siebie dawał, słowem, tyle mu uprzejmości świadczył, ile mógł tylko. Kum Pietro, chcąc nawzajem okazać wdzięczność za gościnę doznawaną w Barletcie, za przybyciem Don Gianniego do Tresanti, zapraszał go pod swój dach i przyjmował go serdecznie, aczkolwiek posiadał ubogi i mały domek, ledwie wystarczający na pomieszczenie dla niego, jego młodej pięknej żony i osła. Co się noclegu tyczy, to kum Pietro, mimo chęci, nie mógł gościowi zbytniej wygody zapewnić, posiadał bowiem tylko jedno małe łoże, na którym sypiał po społu ze swą urodziwą żoną. Zazwyczaj więc Don Gianni, postawiwszy klacz swoją obok osła w stajni, musiał poprzestawać na posłaniu ze słomy, rozłożonym tuż obok kopyt konia. Żona Pietra, która wiedziała dobrze, z jaką gościnnością ksiądz męża jej w Barletcie przyjmuje, nieraz już, po przybyciu Don Gianniego do Tresanti, chciała pójść na nocleg do sąsiadki swojej, a księdzu miejsca obok męża ustąpić, aliści Don Gianni nigdy przystać na to nie chciał. Pewnego razu, chcąc ją tej uprzejmości na zawsze oduczyć, rzekł do niej z uśmiechem: – Nie troszczcie się o mnie, kumo Gemmato! Lepiej ja noce przepędzam, niźli myślicie! Musicie wiedzieć, że ilekroć tylko zechcę, zamieniam klacz moją w nadobną dzieweczkę, przy której później się kładę. Potem, gdy zapragnę, przywracam jej znów pierwotną postać. Dla tej racji nigdy z klaczą rozstawać się nie lubię. Młoda białogłowa wielce się zadziwiła, usłyszawszy te słowa, uwierzyła w nie święcie i powtórzyła wszystko mężowi, przydając od siebie: – Jeśli Don Gianni jest ci tak przychylnym człekiem, jak twierdzisz, to dlaczegóżby nie miał nauczyć cię tego zaklęcia, którego przy tej przemianie zwykł jest używać? Mógłbyś wówczas mnie w klacz zamieniać i tym sposobem przy mojej i osła naszego pomocy podwójne zyski ciągnąć. Po powrocie do domu za każdym razem przywracałbyś mi moją białogłowską postać. Kum Pietro, trochę w ciemię bity, uwierzył również w żart księdza, przyjął radę żony i nie mieszkając, jął prosić Don Gianniego, aby go nauczył, jak taką przemianę wywołać można. – Jeśli już tak koniecznie oboje tego pragniecie, tedy jutro rano, wstawszy o świcie jak zwykle, nauczę was mojej tajemnicy. Wiedz jednakoż, że najtrudniejszą przy tej przemianie rzeczą jest przyprawienie ogona. Sam zresztą wkrótce o tym się przekonasz. Kum Pietro i kuma Gemmata z niecierpliwości przez noc całą oka zmrużyć nie mogli. Wstali skoro świt i zbudzili księdza, który w koszuli podniósł się z posłania, wszedł do izby i rzekł: – Krom was dwojga nie ma na całym świecie ludzi, dla których bym coś podobnego mógł uczynić. Ponieważ jednak tak uparcie nalegacie na mnie, niechaj się stanie wedle woli waszej. Przestrzegam was jeno, że ślepo mi posłuszni być musicie, jeśli chcecie, aby przemiana się udała. Oboje małżonkowie przyrzekli stosować się ściśle do rozkazów księdza. Don Gianni wziął do rąk lichtarz ze świecą, wręczył go Pietrowi i rzekł: – Uważaj dobrze, co robić będę, wbij sobie w pamięć słowa, jakie wypowiem, ale waruj się wymówić najmniejsze słówko, choćbyś i nie wiem co usłyszał albo obaczył, jeśli nie chcesz wszystkiego popsować. I proś Boga, aby ogon udało się dobrze przytwierdzić! Kum Pietro wziął lichtarz i przyrzekł uroczyście, że pary z gęby nie puści. Wówczas Don Gianni rozkazał kumie Gemmacie całkiem się obnażyć i na czworakach na podobieństwo klaczy stanąć, przy czym równie surowo jej zalecił, aby nie ważyła się słówka wymówić. Za czym dotknął ręką jej twarzy i głowy i rzekł: „To niechaj się stanie pięknym łbem klaczy!”. Potem w ten sam sposób dotknął włosów, mówiąc: „A to niech będzie bujną grzywą.” Dalej położył dłoń na jej ramionach i wyrzekł: „Stąd niech wyrosną silne nogi i kopyta.” Aliści gdy idąc w ten sposób dalej, dotknął jej piersi i uczuł, że ma pod ręką dwa krągłe i jędrne jabłuszka, ktoś niespodzianie zbudził się i wyprostował pod koszulą. Mimo to Don Gianni dalej praktyki swoje prowadził. Rzekłszy: „To niechaj będzie silną piersią klaczy”, obmacywał boki, brzuch, plecy, biodra i nogi białogłowy, powtarzając swoje zaklęcia. Gdy mu wreszcie nic do zrobienia krom ogona nie pozostało, podniósł koszulę, wyjął kołek, którego do sadzenia ludzkich latorośli używają, i wraził go żywo w przeznaczoną ku temu bruzdę, wołając: „To zaś niech będzie pięknym ogonem klaczy!
Pietro, który się dotychczas wszystkiemu bardzo uważnie i spokojnie przypatrywał, widząc to zakończenie nagle obruszył się i zawołał: – Don Gianni!… Ja nie chcę ogona bynajmniej, dziękuję za ogon w tym miejscu! Już wilgoć przyrodzona, łącząca z glebą rośliny, okryła korzeń, gdy Gianni wyjął go i rzekł: – Cóżeś uczynił, nieszczęśniku? Zaliż nie przestrzegałem cię, że ci nie wolno pary ż gęby puszczać bez względu na to, co byś i ujrzał? Przemiana już by prawie dokonana była, gdyby nie twoja porywczość i gadulstwo. Teraz wszystko już przepadło, a co gorsza, że na nowo zaraz zaczynać nie podobna! – Cóż kiedy mi się ogon w tym miejscu nie podobał – odparł kum Pietro. – Zresztą, dlaczego żeście mi nie powiedzieli: „Ogon zrób ty.” Przy tym, jak mi się zdawa, za głębokoście go nawet wrazili. – Tak było trzeba – odparł Don Gianni – a tego ty byś za pierwszym razem nie potrafił zrobić jak ja! Tymczasem młoda białogłowa podniosła się i rzekła w najlepszej wierze do męża: – Głupcze jeden! Dlaczego żeś popsuł całą sprawę? Zali widziałeś kiedy klacz bez ogona? Biedakiem jesteś, ale na mą duszę, na jeszcze większą nędzę zasłużyłeś Cóż jednak było robić? Gadatliwość Pietra zniszczyła wszelką możność zamienienia w klacz jego żony. Toteż biedna białogłowa, wielce rozżalona i nie ukontentowana, wdziała na się suknię z powrotem. Kum Pietro zarabiał dalej na życie przy pomocy jedynego osła i wspólnie z Don Giannim na jarmark do Bitonta jeździł, aliści nigdy już powtórzenia nieudanych czarów od księdza nie żądał." Tagi:
Decameron
Jean de La Fontaine
22:15, george_eliot ,
Opowiadania erotyczne
Link Komentarze (22) »
niedziela, 13 czerwca 2010
Jean de La Fontaine pisał bajki nie tylko dla dzieci. Sławę jeszcze za życia przyniosły mu przede wszystkim bajki dla dorosłych- frywolne, pełne błyskotliwego poczucia humoru, ironii i wiedzy życia. I kilka takich bajek opowiem Wam na łamach tego bloga. Bajka La Fontaine'a "Siodło juczne" Głównym bohaterem tej bajki jest znany artysta, chorobliwie zazdrosny o żonę. Dlatego, kiedy musiał wyjechać, namalował jej na intymnym miejscu osła, wychodząc z założenia, że jeśli ta go zdradzi, to namalowany obraz siłą rzeczy zniknie podczas miłosnych igraszek, a co za tym, żona z tych właśnie powodów nie dopuści się występku. Zazdrośnik jednak nie wiedział, że szczęśliwym wybrańcem niewiernej małżonki był jego przyjaciel, też artysta. Sprytny amant zrobił dokładną kopię rysunku na kartce papieru, a kiedy było po wszystkim (czyt. fikołki) namalował kochance na łonie identycznego osła. Jednak nie mógł się powstrzymać i... dodał siodło, chyba domyślicie się dlaczego. Mąż po powrocie i owszem, zobaczył osła...
Druga wersja obrazu tegoż artysty: Ermitaż |